A teraz popatrzcie od drugiej strony... Bo ja to widzę właśnie od tej innej.
Macie jakieś marzenia i jesteście ambitni (ja nie jestem i nie mam problemów

). Byliście wielkim fanem np. Amigowca, albo Amiga Magazyu. Macie troszkę odłożonej kapuchy, czytacie różne posty, rozmawiacie z ludźmi z branży i fanami komputerów, że brakuje gazety w styku waszego kultowego Amigowca lub Amiga Magazynu. No to wpadacie sobie na pomysł: "Kurde, może spróbować, mam zaplecze, środki, zrobię gazetę taką jak sam bym chciał poczytać. Fajnie byłoby nazwać ją, Amigowiec lub Amiga Magazyn, choć nasza nowa nazwa $tu wpisz swoją nazwę$ też będzie dobra" i tu sruu... Trafia się okazja, jest to zrealizowania, możesz użyć nazwy np. Amiga Magazyn. Przecie na przód, ale niestety mogą się pojawić różne problemy, wszystko zaczyna się sypać i kończycie tak jak tutaj z SS. Spoko? No $tu wstaw epitet$ NIE! Bo choć może faktycznie Łapusz popełnił błąd z umową, to pewnie chciał dobrze, zaufał też w dobre intencje innych, a wyszło jak wyszło (Można poczytać w internecie więcej i wyrobić sobie jakiś obraz, ale trzeba by pogadać po kolei z wszystkimi na żywo, żeby wiedzieć co i jak). Teraz na nim psy wieszają. I jaka z tego płynie lekcja? Jedna, że w PL (a często też na zachodzie), warto jest mieć wszystko od początku do końca na papierze, porządnie spisane. I chyba każdy kto prowadzi interes jakiś czas, dobrze o tym wie z autopsji (z jakiejś mega wtopy). Druga, że nie warto się starać i być ambitnym, lepiej oszczędzać energię i kierować ją na pracę zawodową, gdzie się tak naprawdę trzepie lepszą kapuchę, a nie później gremium tych trochę mniej ambitnych, którzy przeważnie w życiu nie zrobili nic, nazywa Cie oszustami i ma milion pińcet teorii spiskowych (bo takie rzeczy większość ludzi łyka jak pelikan i najbardziej im pasuje to światopoglądu).
Ogólnie nasze pisma PPA i Amigazyn, to taki złoty środek dla małych społeczności i podobnych inicjatyw. Wielkie inwestycje w podobne przedsięwzięcia, to prawie zawsze klęska i problemy. Program crowdfunding w tym przypadku był idealnym startem, bo pozwalał określić realne zainteresowanie produktem. Niestety wyszło ostatecznie słabo.
Każdy projekt (również pisanie gry), lepiej rozpocząć od solidnego badania rynku, zgromadzić potrzebne środki samemu (inwestorzy to zawsze problem, więc lepiej się nie porywać na to, chyba że mamy dream team i wiemy, że wszystko rozpykamy w trymiga - może 1% przypadków) skoncentrować się w 100% na swojej robocie, niestety poświęcić też na pewien czas relacje z rodziną i znajomymi i sukces gotowy